Boruszyn to niewielka wieś położona w województwie wielkopolskim, w powiecie czarnkowsko-trzcianeckim, w gminie Połajewo. Otoczona polami i lasami, na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym z krajobrazu innych polskich wsi. Gdy jednak przyjrzeć się bliżej historii Boruszyna i mieszkańcom, wioska ta odkrywa swoje tajemnice.

Pierwsza wzmianka na temat Boruszyna pochodzi z 1410 roku, choć ślady osadnictwa na tym terenie sięgają czasów pradawnych. W latach 60. XX wieku w miejscu, gdzie dzisiaj mieści się budynek Domu Kultury, znaleziono urny gliniane z popiołami zmarłych, monety srebrne i miedziane, a podczas czyszczenia kanału w pobliskim Młynkowie szczerozłotą ostrogę rycerską. Oznacza to, że już w czasach średniowiecznych musiały znajdować się tu osady. Być może ich mieszkańcy trudnili się wydobyciem bursztynu, którego na tych terenach nie brakowało. Początkowo wieś nosiła nazwę Boruszczino lub Boruszyno.

Etymologia Boruszyna nie jest jasna

Być może pochodzi od słowa „bór”. Gdyż o mieszkańcach tych terenów mówiło się dawniej, że „borussy są” (czyli mieszkają w lesie). Inne źródła jednak skłaniają się ku połączeniu z nazwą Borucha. Jest to, bowiem niewielka struga przepływająca przez boruszyński staw, łączący się z rzeczką Kończak, która z kolei w Stobnicy wpada do Warty. Na kartach dawnych dokumentów pojawiają się imiona kolejnych właścicieli i zarządców Boruszyna.

W 1426 jest to Błażej z Boruszyna, a następnie Jasiek i jego synowie: Sędziwój, Jan i Mikołaj. W 1445 dobra te kupuje Gotard z Pomorza za sumę 218 grzywien. Później w źródłach pojawia się rodzina Czarnkowskich, której przedstawiciele rezydują tu, co najmniej do 2 poł. XVI wieku. W 1772 roku właścicielem terenu jest Maurycy Ścibór Mościcki, a następnie jego krewni. W czasach zaborów cała gmina przechodzi pod władzę rządu pruskiego. Pod koniec XIX wieku w Boruszynie mieszkało ponad 1000 osób. Odnotowano, że zdecydowana większość była wyznania rzymskokatolickiego, ale było wśród nich także 132 ewangelików i 25 Żydów. W tym samym okresie we wsi wybudowano folwark, którego właścicielem był Alexander von Lossow z Gryżyny koło Racotu.

Folwark składał się z dworu otoczonego parkiem. Do dziś jeszcze zostało kilka wiekowych drzew, które pamiętają zapewne czasy pierwszych właścicieli. Na początku XX wieku do jednej ze ścian dworu dobudowano dom mieszkalny dla dzierżawcy, gdyż właściciele bywali tu jedynie od czasu do czasu, a ktoś musiał przecież sprawować nadzór nad całym gospodarstwem. Do zabudowań folwarcznych należał także spichlerz, sieczkarnia oraz kuźnia, obora, stodoły i chlewnia. Nieco dalej zlokalizowana była tzw. kolonia mieszkaniowa składająca się z kilku czworaków z małymi podwórkami i ogrodami.

Hrabia von Lossow ufundował także budynek szkoły, w którym dzisiaj mieści się przedszkole. Do 1939 roku właścicielem majątku był Józef von Lossow. W czasie II wojny światowej majątek przechodził z rąk do rąk, a po jej zakończeniu wrócił tu na krótko prawowity właściciel. Wkrótce jednak został zmuszony do opuszczenia Boruszyna, a nowe polskie władze utworzyły tu Spółdzielnię Produkcyjną, a następnie Państwowe Gospodarstwo Rolne. Najstarsi mieszkańcy Boruszyna pamiętają jeszcze dawnych właścicieli i zarządców. Przede wszystkim jednak żywa jest tu postać córki Józefa i Heleny (z domu Szembek) Haliny.

Halina była jednym z czworga dzieci państwa Lossow. Jej ojciec był ewangelikiem, a matka katoliczką, co z pewnością zaważyło na dalszych życiowych wyborach ich córki. Halina ukończyła filologię francuską na Uniwersytecie Poznańskim i jakiś czas przebywała w Paryżu. Po powrocie do Polski związała się ze Zgromadzeniem Franciszkanek Służebnic Krzyża. Wraz ze ślubami zakonnymi przyjęła imię Joanna od Miłosierdzia Bożego. Swoje życie związała ze Zgromadzeniem Franciszkanek, prowadzących Zakład dla Niewidomych w Laskach. Jej największe zasługi i osiągnięcia związane są jednak z ruchem ekumenicznym, który za początkowała w Polsce. Podobno to ona podkładała kardynałowi Wyszyńskiemu pod talerze z zupą ponaglające listy, aby umożliwił jej zorganizowanie ekumenicznego spotkania przedstawicieli kościoła katolickiego z luteranami i ewangelikami. Nie zaprzestała swoich działań pomimo niechęci ze strony konserwatywnych środowisk religijnych. Ściśle współpracowała z papieżem Janem Pawłem II. Przyczyniła się do założenia Ośrodka Ekumenicznego, a następnie była sekretarzem Ośrodka ds. Jedności Chrześcijan i członkiem Komisji Episkopatu Polski ds. Ekumenizmu.

Przez całe życie była gorącą zwolenniczką dialogu między religiami i podkreślała równość między ludźmi bez względu na wyznawaną wiarę. Jej życie prywatne owiane jest natomiast tajemnicą. Pojawiły się, bowiem pewne kontrowersje związane z jej domniemanym synem Ewarystem. Kościół katolicki całkowicie odżegnuje się od tego, by siostra Joanna mogła mieć nieślubne dziecko z dalekim kuzynem Hansem von Lossow. Istnieje jednak wiele nieścisłości, plotek oraz doniesień, które mogłyby potwierdzać wersję o tym, że Ryszard Walkowiak, który uważa się za syna siostry Joanny jest nim w rzeczywistości. Niestety ani siostra Joanna ani Hans von Lossow nie są już w stanie tego potwierdzić lub zaprzeczyć.

Nadal toczy się postępowanie w tej sprawie przed polskim sądem. Jednakże bez względu na jego wynik, nie można w żaden sposób podważyć wartości pracy, jaką przez lata z poświęceniem wykonywała siostra Joanna na rzecz rozwoju ekumenizmu. Z wsią Boruszyn nierozerwalnie związane jest jeszcze jedno znaczące nazwisko Kazimierza Nowaka.

Kazimierz Nowak

Był to człowiek niezwykły. Urodził się w 1897 roku w Stryju na terenie dzisiejszej Ukrainy
i do Boruszyna przybył dopiero po zakończeniu I wojny światowej. Jednak to właśnie tutaj zaczęła się jego najważniejsza podróż i życiowa przygoda. Rankiem na początku listopada 1931 roku Kazimierz Nowak wsiadł na swój wysłużony rower i z Boruszyna wyruszył do Afryki. Wrócił dopiero 5 lat później,
ale to czego dokonał w międzyczasie zasługuje
na wpisanie go na listę największych podróżników w historii naszego kraju. Nie zważając na trudy drogi oraz przeciwności losu dokonał czegoś, czego nigdy wcześniej nie zrobił samotny podróżnik: przemierzył Afrykę z północy na południe i z powrotem.

Podróżował konno, na wielbłądzie, łodzią, a nawet pieszo, ale większość drogi przebył rowerem. Choć niejednokrotnie musiał go pchać przez piaski Sahary, nieprzejezdne błota i dżunglę to właśnie ten środek lokomocji był jego ulubionym i to on dawał mu wymarzoną wolność i niezależność. Wyjeżdżając, z Boruszyna, Kazimierz Nowak zostawił tu ukochaną żonę Marysię oraz dwójkę dzieci. Ze swojej podróży pisał nie tylko relacje i artykuły
do gazet, które ilustrował pięknymi zdjęciami, ale przede wszystkim przysyłał listy. Ich zbiór jest dziś wspaniałym

dokumentem ukazującym świat afrykański, które go dzisiaj próżno już szukać. Jest także dowodem na to, że Kazimierz Nowak był nie tylko wnikliwym obserwatorem, ale również krytycznym sędzią systemu kolonialnego i wszystkich krzywd wyrządzanych rdzennym mieszkańcom Afryki przez białych Europejczyków.

W listach tych uderzająca jest także tęsknota za żoną i domem, która nigdy go w podróży nie opuszczała, a jednocześnie nie była w stanie powstrzymać przed wyruszeniem w drogę. Kazimierz Nowak to postać niezwykła, która do dzisiaj inspiruje wielu ludzi do sięgania po niemożliwe i realizowania marzeń. W Boruszynie wciąż stoi dom, w którym podróżnik kreślił zapewne swoje plany wyjazdu do Afryki i z którego wyruszył na tę długą wyprawę. Ale nie tylko sam budynek przypomina o tej ważnej postaci.

Kamień ku pamięci Kazimierza Nowaka

W 2013 roku przy Domu Kultury postawiono kamień upamiętniający jego wyczyn, a co roku odbywa się tu Plener Podróżniczy jego imienia, na który zjeżdżają się podróżnicy z całej Polski. Boruszyn ma jednak także swoją małą historię i lokalnych bohaterów, którym również należy się pamięć. Z wielką sympatią opisał ich pan Czesław Gacek w swojej książeczce „Boruszyn wieś mojej młodości”. Kilku z nich przywołamy także w tym opracowaniu. Pierwszym niech będzie Sylwester Piotrowski założyciel i pierwszy komendant wiejskiej OSP w Boruszynie.

„Należał do grona ludzi niezwykłych. Mówił głośno, energicznie. Często z przerwami, w których szczelnie zamykał wyselekcjonowane myśli. (…) Łączył w sobie skrupulatność człowieka i artyzm rzemieślnika.”

Przez wiele lat sprawował swój urząd i był niezwykle ceniony. Stworzył zgrany i świetnie wyszkolony zespół strażaków. Później nastąpiły ciężkie czasy II wojny światowej, które odcisnęły swoje piętno także na niewielkiej społeczności wsi. Wielu członków ówczesnego zastępu boruszyńskich strażaków zginęło.

„W faszystowskim niemieckim obozie koncentracyjnym Gros Rosen życie stracił Klemens Marek sekretarz zarządu OSP. W bitwie o Warszawę, nad rzeką Bzurą zginał Andrzej Grams. Zamęczony ciężką, przymusową pracą na rzecz okupanta, nigdy nie wrócił do swojej rodziny Leon Błaszyk. Tuż przed końcem wojny, w lesie koło Boruszyna śmiertelnie zraniony został Antoni Bednarek. Po wojnie zarząd nad OSP przejął Mieczysław Budner, który okazał się świetnym fachowcem i organizatorem. Choć nie pochodził z Boruszyna to jednak szybko wtopił się w lokalną społeczność i stał się jej podporą.

„Postać barwna, dynamiczna, pełna energii i z twórczym zapałem, wiarą w sukces. Miał wielkie plany, a marzenia przekuwał w realia.”

Był założycielem strażackiej orkiestry dętej. W tym przedsięwzięciu sekundował mu wiernie Bronisław Walczak. Kolejna barwna postać boruszyńska. Był dyrygentem, kapel mistrzem, a także organistą w kościele. Stworzył także pierwszy w Boruszynie chór męski, który od tej pory śpiewem wzbogacał wszystkie lokalne uroczystości. Mieszkańcy do dzisiaj wspominają, że każda msza, w czasie, której występowali chórzyści dawała „nową, jakość obcowania z liturgią, obrzędem, tradycją.”

Historia Boruszyna pisze się każdego dnia. Kolejne karty dopisują jej mieszkańcy oraz przyjezdni, którzy czasem są tu tylko przez chwilę, a czasem zostają na zawsze. Mamy nadzieję, że ta strona w rękach Boruszynian będzie nie tylko zwyczajnym opisem, ale żywą kroniką wsi i jej mieszkańców.